Reportaż przeczytałam jakieś 3 tygodnie temu, ale dopiero teraz zebrałam się do przelania emocji na przysłowiowy papier. Słowa, które przychodzą mi na myśl po lekturze, mogłyby stanowić tytuł niejednego artykułu w "Fakcie" - szok i niedowierzanie. Są jednak niezwykle adekwatne do tego co czuje.
Mariusz Szczygieł wspiął się na wyżyny dziennikarstwa, reportażu, To właśnie dzięki takim ludziom i ich tekstom wiem, że wybrałam najpiękniejszy zawód świata - zawód, który w tym świecie potrafi nieźle namieszać, często z pozytywnym skutkiem.
Szczygieł przedstawia historię tragedii i śmierci małego chłopca. W sposób przerażający, ale jakże prawdziwy obrazuje to, co działo się w domu Tomka. Uważam, że jest to kawał dobrej roboty.
W ferworze czytania rejestrowałam kolejne akapity tekstu, zastanawiając się nad ich zakończeniem. Niezwykle podoba mi się forma na jakiej Szczygieł opiera swój reportaż. Jego własne przemyślenia, emocje, retardacje, zmiany konwencji. Wszystko to sprawia, że tekst jest dynamiczny i czyta się go z niezwykłą, powiedzmy, zawziętością. Co do samej historii... oczywiście głównym wątkiem, punktem tekstu jest śmierć małego Tomka. Przedstawienie tego w jak bestialski był traktowany przez swoich "rodziców".
"Reportaż jest tekstem o konkretnym temacie i o czymś jeszcze".
Przerażający jest fakt, iż Ewa T. pełni dzisiaj funkcję eksperta ministerstwa. Kobieta, która w sądzie mówiła "Rozbiłam mu talerz na głowie, bo źle go umył", "Ja biłam najpierw lżej, potem coraz mocniej, traciłam panowanie. Czasem biliśmy razem.. Tak, czasem robiliśmy to razem" pracuje dzisiaj w jednostce, która ma do czynienia z dziećmi, młodzieżą. Ponadto Ewa T. była nauczycielką. Sam fakt tego jakie zasady panowały w jej klasie i w jaki sposób 'mobilizowała' uczniów do nauki mówi o tym jakim jest człowiekiem. Moim zdaniem ta kobieta jest psychopatką. Jej działania nie mają nic wspólnego z wymierzeniem kary dziecku poprzez danie klapsa. Ona swoje dziecko maltretowała i zabiła. Można by się zastanawiać co doprowadziło do wykształcenia się w jej głowie umysłu patologicznego. Bez wątpienia mieli na to wpływ rodzice i to, w jaki sposób sama była wychowywana. Rygor, regulamin, podporządkowanie, terror, swoisty autorytaryzm. To sprawiło, że w Ewie T. zanikła zdolność do rozróżniania dobra i zła, emocjonalności, miłości.
Porównanie z Hossem jest jak najbardziej słuszne i obrazuje jej podejście do sprawy. Szokującym jest fakt, iż winy takiej osoby mogą zostać zapomniane, że zostają wymazane z pamięci, akt. Wyroki ulegają zatarciu.
I właśnie na to, moim zdaniem, zwraca uwagę Szczygieł. Na to, że w dzisiejszym świecie złodziej samochodów może być mechanikiem, alkoholik pracować w sklepie monopolowym, a morderca pełnić funkcję eksperta ministerstwa.
Przekaz Szczygła jest niezwykle emocjonalny i szczery - to zbliża czytelnika. Prawdziwy dziennikarz rozsiewa jedynie informacje rzetelne i prawdziwe, nie odnosi się do żadnej ze stron, pozostaje neutralny. W przypadku TAKICH reportaży jest inaczej. Widzimy wyraźnie zarysowaną postawę autora. Ponadto Szczygieł przytacza jedynie wybiórcze fragmenty otrzymanych materiałów, nie podaje imion bohaterów, nie zdradza kim jest N. Czy to ma jakiś wpływ na odbiór tematu przez czytelnika? Moim zdaniem nie.
Historia przez niego przedstawiona jest rzetelnym opisem prawdziwych wydarzeń i emocji, na które każdy z czytelników powinien zareagować w taki sam sposób.
Na koniec dodam, iż niezwykle cieszy mnie fakt, iż w najbliższą środę Mariusz Szczygieł wpadnie do naszego Instytutu i poprowadzi dla nas zajęcia :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz