poniedziałek, 31 marca 2014

Szybka i wściekła

Karting nazywa szkołą pokory, a jej facet musi być szybki. Gosia Rdest swoją przygodę 
z samochodami zaczęła w wieku 12 lat. Gdy tata zabrała ją na tor gokartowy od razu połknęła bakcyla. Jako szesnastolatka śmigała już swoją własną wyścigówką. Dzisiaj jest jedyną kobietą 
w Formule 4.

21-letnia studentka dziennikarstwa sezon 2013 może zaliczyć do udanych. Na swoim koncie ma nagrodę Who Zooms Award, przyznawaną za największą liczbę udanych manewrów wyprzedzania, dobre starty w F4 oraz głowę pełną marzeń.
- W przyszłym roku startuje w serii Volksvagen Castrol Cup - zdradziła podczas jednej z konferencji. Jest to seria wyścigowa samochodów zamkniętych o mocy 260 koni. - Napęd na przód, sportowe zawieszenie i tzw. push to pass, który uruchamia dodatkowe 50 koni na 10 sekund - wylicza podekscytowana dziewczyna. Dla niej to kolejny szczebel, który powoli zbliża ją do upragnionej Formuły 1.

Pierwsze sukcesy

Dojście do etapu, na którym obecnie znajduje się młodziutka studentka z Żyrardowa nie było łatwe. Zaczęła w wieku 12 lat, jak mówi, jej koledzy z Formuły zaczynali znacznie wcześniej. Nie miała sponsora ani nikogo kto pomógłby jej wejść w ten świat. - Nikt z mojej rodziny się nie ścigał. Był to dla mnie zupełnie świeży temat - mówi zawodniczka. Zaczęła na torze gokartowym. W 2011 roku wygrała Międzynarodowe Mistrzostwa Kartingowe Polski. Już kilka miesięcy później była członkiem BMW Talent Cup, niemieckiej drużyny, do której trafiają najbardziej obiecujący młodzi kierowcy. Była jedyną Polką. W sezonie 2013/2014 jeździła w Formule 4. Zaczęły się częstsze wyjazdy za granice i rozłąka z rodziną. - Rodzice mają ciężko, ale już się przyzwyczaili. I tak nigdy nie mogłam usiedzieć w domu - tłumaczy Gosia. Seria F4 obejmowała 8 weekendów treningowych, a inauguracja sezonu odbyła się na torze Formuły 1 Silverstone Circuit w Wielkiej Brytanii.

Być kobietą

Wyścigi i samochody to zdecydowanie domena mężczyzn. Jednak 21-letnia Gosia jest przykładem na to, że kobieta potrafi. Przyznaje, że na początku było ciężko. Starsi koledzy powątpiewali w jej sukces, jednak z czasem przerodziło się to w podziw i szacunek. - Jeżeli coś sobie wymyślimy to do tego dążymy - mówi dziewczyna. To prawda, że mężczyznom jest łatwiej, chociażby ze względu na fizyczne predyspozycje. Ale to kobiety posiadają większą determinację i, jak twierdzi Gosia, lepiej postrzegają tor jazdy. - Faceci bazują na talencie, a my ciężko pracujemy - podkreśla zawodniczka. Poza tym młodziutka studentka na co dzień "lubi wcisnąć gaz". Na swoim koncie ma kilka mandatów za przekroczenie prędkości, a podczas wspólnej jazdy nie jeden facet chciał uciec z samochodu.

Dzień jak co dzień

Godzina 07:00 rano. Symulator, tor, wyścig. Życie zawodowe kierowcy nie kończy się jednak na samych startach. Dochodzi do tego dieta, treningi na siłowni oraz brak życia towarzyskiego, bo jak twierdzi Gosia, to strata cennych godzin snu. Oprócz tego studia. Pomimo napiętego harmonogramu 21-latka nie zaniedbuje swoich obowiązków i stara się, o ile to możliwe, uczęszczać na wszystkie zajęcia. - Studiuje po to, aby w przyszłości pracować z młodszymi kierowcami i móc ich ukierunkować. Mi nikt w tym nie pomógł - mówi Gosia. Menagera uzyskała dopiero po zdobytym w 2011 roku Mistrzostwie Polski. Był nim Marcin Czechowski, który obecnie pracuje z Robertem Kubicą.

Always Banana

- Najważniejsze to czerpać z tego co się robi przyjemność i satysfakcję - twierdzi młoda zawodniczka.W ręku trzyma żółty kask swojego autorstwa. Widnieje na nim napis Always Banana. To motto, które utwierdza Gosię w przekonaniu, że nigdy nie można się poddawać. - Bywały gorsze chwile, wypadki i kolizje - mówi dziewczyna. Zapytana o to czy kiedykolwiek chciała zrezygnować, stanowczo zaprzeczyła. Wyścigi są dla ludzi o mocnych nerwach. Stres pojawia się na okrągło. Każdy radzi sobie z nim na swój sposób. Jak twierdzi 21-latka, przed każdym wyścigiem trener wlewa jej za kołnierz butelkę zimnej wody.
- To mnie paraliżuje, a jednocześnie pobudza! - uśmiecha się dziewczyna. Jednak najważniejsze jest to, aby podczas każdego startu dać z siebie 110%.

Gosia Rdest jest przykładem na to, że warto walczyć. Pomimo tego, że w Polsce dostępne są jedynie dwa tory - w Kielcach i Poznaniu, z czego tylko jeden jest czynny, udało jej się osiągnąć sukces. Przed nią kolejny rok pracy, nowe wyzwania i walka o swoje marzenia. - Zobaczymy co uda mi się ujechać w tym sezonie - uśmiecha się zawodniczka.


Patrycja Kotlarz

sobota, 8 marca 2014

Analiza reportażu Mariusza Szczygła pt. "Śliczny i posłuszny"

Reportaż przeczytałam jakieś 3 tygodnie temu, ale dopiero teraz zebrałam się do przelania emocji na przysłowiowy papier. Słowa, które przychodzą mi na myśl po lekturze, mogłyby stanowić tytuł niejednego artykułu w "Fakcie" - szok i niedowierzanie. Są jednak niezwykle adekwatne do tego co czuje.
Mariusz Szczygieł wspiął się na wyżyny dziennikarstwa, reportażu, To właśnie dzięki takim ludziom i ich tekstom wiem, że wybrałam najpiękniejszy zawód świata - zawód, który w tym świecie potrafi nieźle namieszać, często z pozytywnym skutkiem.

Szczygieł przedstawia historię tragedii i śmierci małego chłopca. W sposób przerażający, ale jakże prawdziwy obrazuje to, co działo się w domu Tomka. Uważam, że jest to kawał dobrej roboty.
W ferworze czytania rejestrowałam kolejne akapity tekstu, zastanawiając się nad ich zakończeniem. Niezwykle podoba mi się forma na jakiej Szczygieł opiera swój reportaż. Jego własne przemyślenia, emocje, retardacje, zmiany konwencji. Wszystko to sprawia, że tekst jest dynamiczny i czyta się go z niezwykłą, powiedzmy, zawziętością. Co do samej historii... oczywiście głównym wątkiem, punktem tekstu jest śmierć małego Tomka. Przedstawienie tego w jak bestialski był traktowany przez swoich "rodziców".

"Reportaż jest tekstem o konkretnym temacie i o czymś jeszcze". 

Przerażający jest fakt, iż Ewa T. pełni dzisiaj funkcję eksperta ministerstwa. Kobieta, która w sądzie mówiła "Rozbiłam mu talerz na głowie, bo źle go umył", "Ja biłam najpierw lżej, potem coraz mocniej, traciłam panowanie. Czasem biliśmy razem.. Tak, czasem robiliśmy to razem" pracuje dzisiaj w jednostce, która ma do czynienia z dziećmi, młodzieżą. Ponadto Ewa T. była nauczycielką. Sam fakt tego jakie zasady panowały w jej klasie i w jaki sposób 'mobilizowała' uczniów do nauki mówi o tym jakim jest człowiekiem. Moim zdaniem ta kobieta jest psychopatką. Jej działania nie mają nic wspólnego z wymierzeniem kary dziecku poprzez danie klapsa. Ona swoje dziecko maltretowała i zabiła. Można by się zastanawiać co doprowadziło do wykształcenia się w jej głowie umysłu patologicznego. Bez wątpienia mieli na to wpływ rodzice i to, w jaki sposób sama była wychowywana. Rygor, regulamin, podporządkowanie, terror, swoisty autorytaryzm. To sprawiło, że w Ewie T. zanikła zdolność do rozróżniania dobra i zła, emocjonalności, miłości.
Porównanie z Hossem jest jak najbardziej słuszne i obrazuje jej podejście do sprawy. Szokującym jest fakt, iż winy takiej osoby mogą zostać zapomniane, że zostają wymazane z pamięci, akt. Wyroki ulegają zatarciu.

I właśnie na to, moim zdaniem, zwraca uwagę Szczygieł. Na to, że w dzisiejszym świecie złodziej samochodów może być mechanikiem, alkoholik pracować w sklepie monopolowym, a morderca pełnić funkcję eksperta ministerstwa.

Przekaz Szczygła jest niezwykle emocjonalny i szczery - to zbliża czytelnika. Prawdziwy dziennikarz rozsiewa jedynie informacje rzetelne i prawdziwe, nie odnosi się do żadnej ze stron, pozostaje neutralny. W przypadku TAKICH reportaży jest inaczej. Widzimy wyraźnie zarysowaną postawę autora. Ponadto Szczygieł przytacza jedynie wybiórcze fragmenty otrzymanych materiałów, nie podaje imion bohaterów, nie zdradza kim jest N. Czy to ma jakiś wpływ na odbiór tematu przez czytelnika? Moim zdaniem nie.
Historia przez niego przedstawiona jest rzetelnym opisem prawdziwych wydarzeń i emocji, na które każdy z czytelników powinien zareagować w taki sam sposób.



Na koniec dodam, iż niezwykle cieszy mnie fakt, iż w najbliższą środę Mariusz Szczygieł wpadnie do naszego Instytutu i poprowadzi dla nas zajęcia :)